DWÓR W PARSKACH NAD NEREM RODU KRETKOWSKICH

Park i dwór w ŻYCHLINIE

Dwór Kłoczowskich w Bogdanach Wielkich

Zabytkowy dworek w Bogdanach Wielkich – od końca XIX wieku do roku 1939 i ponownie od 1996 do dzisiaj – własność rodziny Kłoczowskich. Zbudowany ok. 1890 roku dla Kazimiery Rykowskiej herbu Doliwa, która w 1895 roku poślubiła Józefa Kłoczowskiego herbu Rawicz. Miejsce urodzin Eugeniusza Kłoczowskiego oraz jego syna – Jerzego Kłoczowskiego (1924-2017) – wybitnego polskiego historyka, profesora KUL, wieloletniego przewodniczącego Polskiego Komitetu UNESCO i Kawalera Orderu Orła Białego. Dziś we dworku mieszka oraz opiekuje się zabytkowym parkiem syn Jerzego – Jan Maria Kłoczowski, tłumacz literatury francuskiej, poeta i eseista, prezes rodzinnego Stowarzyszenia „Dwór i park w Bogdanach Wielkich”.

 

Ażurowy tympanon u szczytu ganku, a w nim – wycięte w świerkowym drewnie dwie litery: KR. To inicjały Kazimiery Rykowskiej. Mojej prababki ze strony ojca, czyli – jak mówiło się dawniej – po mieczu. Kobiety wielu talentów i zalet, której duch towarzyszy mi stale, od kiedy zamieszkałem w zbudowanym dla niej rodzinnym dworku w Bogdanach Wielkich, na północnych rubieżach Mazowsza, nieopodal przedwojennej granicy z Prusami, kilka kilometrów na zachód od Chorzel.

Urodzona w Krzynowłodze Wielkiej, wychowana w Warszawie, grała na fortepianie, uczyła chłopskie dzieci, malowała i rysowała, znała francuski, niemiecki i angielski, pisała wiersze. Była matką mego dziadka Eugeniusza Kłoczowskiego i babką mego ojca Jerzego. Obaj urodzili się tutaj, w tym ceglanym dworku, który od kilku lat jest także i moim adresem. I kiedy patrzę na dwustuletnie jesiony w otaczającym go parku, kiedy słyszę o zmierzchu nawoływania puchaczy i sadzę czerwone róże przy ganku, mam poczucie, że cała trójka nadal tu jest, choć przecież nie dotknę ich ręki, nie napiję się z nimi herbaty, nie dowiem się, co myślą o świecie, który zamienili na inny.

fragment wstępu do książki Jana Marii Kłoczowskiego pt. Pani na Bogdanach. Opowieść o Kazimierze Kłoczowskiej (Bibliotek Więzi, Warszawa 2021).

 

DWÓR WYRĘBA W BALINIE RODU KORSAKÓW

KORSAKOWIE - NAJBLIŻSZA RODZINA

Park im. Fryderyka Chopina i Promenada Gwiazd w Międzyzdrojach

HISTORIA WALKI SEJMOWEJ TRZECH Z NAJDZIELNIEJSZYCH POSŁÓW RZECZYPOSPOLITEJ:
TADEUSZA REYTANA i SAMUELA KORSAKA - POSŁÓW ZIEMI NOWOGRÓDZKIEJ
ORAZ STANISŁAWA BOHUSZEWICZA MINKOWSKIEGO - POSŁA ZIEMI MIŃSKIEJ,
UCZESTNIKÓW SEJMU 1773 ROKU, ZWANEGO PÓŹNIEJ ROZBIOROWYM.

<<< powrót

Ich heroiczna walka o niedopuszczenie do zalegalizowania I rozbioru Rzeczypospolitej, obraz udręczeń i niedoli jakich doznali, kiedy to wówczas, w zdecydowanej walce, nie opuszczali izby poselskiej przez trzy doby, wypełniając swoje poselskie zadanie w myśl instrukcji otrzymanych na sejmikach ziemskich, aż po kres sił ludzkich i możliwości prawnej, przeszła do historii polskiego parlamentaryzmu.

Dla kolejnych pokoleń postawa posłów Tadeusza REYTANA, Samuela KORSAKA i Stanisława BOHUSZEWICZA Minkowskiego stała się wzorem patriotyzmu, wierności, szlachetnej prostoty ducha i walki do końca o istnienie niepodległej Rzeczypospolitej.

Wobec dramatycznych wydarzeń znalazło się społeczeństwo polskie, kiedy to w myśl układu podziałowego pomiędzy Austrią, Rosją i Prusami z dnia 5 sierpnia 1772 r., wojska tych państw zajęły ziemie Rzeczypospolitej, a ich posłowie: Stackelberg, Benoit i Revitzky przedłożyli rządowi polskiemu w Warszawie „Deklaracje” swych dworów, zawierające nie tylko bezprawne tych państw roszczenia terytorialne, ale również żądanie zwołania sejmu, który przyznałby im prawnie ziemie zabrane i ustalił nowe granice ograbionej Polski. Król długo opierał się przed zwołaniem sejmu czyniąc liczne zabiegi dyplomatyczne, lecz w końcu mając wokół siebie kanclerza i większość ministrów oraz dworu obsadzoną ludźmi zaprzedanymi Rosji, zmuszony był zwołać sejm na dzień 19 kwietnia 1773 r. „Uniwersał” królewski informujący o dramatycznym położeniu państwa oraz „Deklaracje” państw zaborczych przesłane sejmikom ziemskim postawiły naród wobec trudnego wyboru stawić się na sejm czy lepiej posłów na sejm nie wysyłać? Wiele sejmików nie zebrało się wcale, w innych posłów wybierano pod naciskiem wojsk obcych, a jedynie w kilku zaledwie miejscowościach udało się przeprowadzić wybory tak, że posłowie ci mogli godnie reprezentować wolę narodu. Niemcewicz podaje jakoby piętnastu posłów miało wspierać działalność sejmowego stronnictwa patriotów, a z diariuszy sejmowych wynika, że byli to: posłowie łęczyccy: Dunin, Kożuchowski, Wilczewski i Jerzmanowski; sieradzcy: Tymowski, Zaremba, Radoszewski i Suchecki; krakowski: Oraczewski; ciechanowski: Pęczkowski; piński: Kurzeniecki; wołkowyski: Bułharyn; mińscy: Stanisław Bohuszewicz Minkowski i Tadeusz Wołodkowicz, nowogródzcy: Tadeusz Reytan i Samuel Korsak.

Jedynie posłowie Reytan, Korsak i Bohuszewicz pozostali do końca wierni otrzymanym na sejmikach ziemskich instrukcjom poselskim, „głową i majątkiem własnym” ślubując nie pozwolić na rozbiór Rzeczypospolitej. Świetnie przygotowani pod względem prawnym, doskonale zorganizowani i wytrwali w walce do wyczerpania wszystkich możliwości prawnych dali niebywałe świadectwo wybitnej i skutecznej postawy posłów Rzeczypospolitej w honorowym i niezłomnym wypełnianiu mandatu poselskiego.

Posłów przybyłych do Warszawy na sejm, poruszył widok wojsk zaborczych w stolicy i wieści o potajemnie zawiązanej na życzenie Rosji zdradzieckiej konfederacji. Rosja obawiała się bowiem zerwania sejmu przez zastosowanie ”nie pozwalam”, które mogłoby wówczas pomóc Rzeczypospolitej dla przeciwstawienia się rozbiorowi. Caryca Katarzyna wiedziała doskonale, że jedynie utworzenie konfederacji generalnej, która narzucona sejmowi wprowadziłaby głosowanie większością, a tym samym usunęłaby z obrad „liberum veto”, gwarantowało sukces jej polityki rozbiorowej. Na marszałka tejże nielegalnej konfederacji zdrajcy powołali zaprzedanego Rosji, haniebnego utracjusza, zuchwałego kłamcę, sprzedawczyka i cynicznego drania Adama Ponińskiego wybranego na posła ziemi liwskiej pod terrorem wojsk moskiewskich. Jako marszałek konfederacji władzę miał rozległą: najwyższą wojskową , sądowniczą, skarbową, administracyjną. Przekupstwem z kasy rosyjskiej i groźbą wciągał do konfederacji przybywających do Warszawy posłów. Podobnie w stosunku do senatorów i ministrów działał inny zaprzedany Rosji i przez nią upatrzony zdrajca, kanclerz i biskup poznański Andrzej Młodziejowski. W wyniku tych antypolskich działań na dwa dni przed rozpoczęciem sejmu do konfederacji przystąpiło już 60 posłów oraz 9 senatorów i ministrów.

Taki stan rzeczy utrudniał niezmiernie działanie posłom patriotom zdecydowanym mimo to wypełnić swe obowiązki w chwili ogromnie groźnej dla dalszych losów Ojczyzny. W wieczór poprzedzający rozpoczęcie sejmu na zaproszenie Reytana spotkali się z nim Korsak i Bohuszewicz i ustalili plan działania. Ponieważ konfederacja była wymysłem zaborców niezgodnym zarówno z „Uniwersałem” królewskim jak i ich instrukcjami poselskimi, zdecydowali energicznie i bezwzględnie przeciw niej protestować i nie dopuścić pod żadnym pozorem, aby marszałek Poniński objął ster obrad sejmowych. Musieli działać niezwykle ostrożnie ponieważ za przeciwnika mieli wpływowego i dobrze opłacanego zdrajcę gotowego na wszystko i nie przebierającego w środkach. Trzej posłowie patrioci przyjęli plan działania zaproponowany przez Reytana pozostawiając mu kierownictwo całej akcji oraz zobowiązując się ze swej strony popierać jego usiłowania. Jakoż podczas pierwszych trzech dni walki sejmowej stale z nim współdziałali, a w dniu zaś trzecim przesiadywali z nim na zmianę w sali sejmowej aż do późnej nocy.

Zasługą Reytana było zorganizowanie wielkiej grupy tzw. „arbitrów” złożonej z przeszło 1000 osób popierających słowem i oklaskami działalność posłów przeciwnych Ponińskiemu, dodając innym bardziej tchórzliwym posłom odwagi. Mówią, że Reytan konno objeżdżał znajomych w stolicy zachęcając do słuchania obrad sejmowych. Zdawał sobie sprawę, że z tak mała liczbą posłów patriotów, nie mając za sobą koniecznej dla osiągnięcia celu większości głosów sejmowych niewiele zdziałają. Chwycił się więc środka na poprzednich sejmach używanego w szerokim zakresie, licząc, że głos publiczny licznie zgromadzonych słuchaczy wesprze silnie jako opinia narodu wysiłki posłów patriotów. Reytan wchodząc w tłum słuchaczy, swoim zachowaniem skutecznie zachęcał posłów tak, że nawet ci już zapisani do konfederacji wydawali się podzielać jego poglądy. W ten sposób pierwszego dnia sejmu zdrajca Poniński niczego nie zyskał i musiał opuścić to posiedzenie bez laski marszałkowskiej, którą podawaną mu przez posła krakowskiego Stanisława Łętowskiego działającego „w zastępstwie”, Reytan przechwycił i utrzymał tak skutecznie, że Poniński użyć jej nie mógł.

Drugiego dnia, aby nie dać wstępu na salę sejmową owym „arbitrom”, otoczono ją wojskiem. Liczny tłum czekał więc na przybycie posłów na dziedzińcu zamkowym. Kiedy nadjechał Reytan i zobaczył straż broniącą wstępu publiczności , oburzony podszedł ku wejściu i zakrzyknął: „Panowie, za mną!”. Tłum nacisnął, żołnierze ustąpili miejsca wpuszczając „arbitrów” na salę sejmową. Nic więcej na tym posiedzeniu Reytan przeprowadzić nie zdołał. Stanisław Łętowski bowiem, jako marszałek starej laski „przez zastępstwo” salę opuścił, drugi zaś z kolei poseł krakowski Antoni Łętowski zastąpić go nie chciał ani też sali opuścić, aby nie dopuścić do objęcia obrad przez trzeciego z kolei posła krakowskiego. Po długich naleganiach zgodził się on dopiero przenieść sesję na wczesny ranek dnia następnego. Widząc takie sparaliżowanie wszelkiej legalnej działalności sejmowej, Reytan obawiając się, żeby po ich odejściu Poniński nie owładnął salą sejmową i nie dał się w niej obrać według prawa marszałkiem, pozostał z Korsakiem i Bohuszewiczem w sali, aby jej już nie opuścić aż do prawnego upływu terminu obioru marszałka albo dłużej, gdyby im okoliczności postąpić tak kazały. Dnia więc trzeciego nie miał kto „arbitrów” wprowadzić do sali sejmowej, więc od rana do późnej nocy stali na dziedzińcu, aby choć ”za murami im asystować”.

Ograniczeni przez Ponińskiego w działaniu legalnym na terenie sejmowym i wobec ogromnej przewagi zdrajców wyposażonych w środki przemocy, chcieli posłowie patrioci, osiągnąć już tylko to, aby, gdy nie da się obrać marszałka prawnie, nie dopuścić przynajmniej w trzech pierwszych dniach sejmu, jak nakazywał regulamin sejmowy, do obrania marszałkiem Ponińskiego w izbie poselskiej, do czego zobowiązywało prawo. Tym sposobem bowiem sejm choćby i przymuszony do dalszego działania, byłby nielegalnym.

Następnego dnia Poniński nie przybył osobiście, ale koło południa przysłał ks. Marcina Lubomirskiego posła sandomierskiego, aby w jego imieniu przełożył sesję sejmu na dzień następny. Wraz z Lubomirskim przybyło licznie wielu innych posłów. Po przełożeniu sesji sejmowej zaczęli oni opuszczać salę sejmową. Widząc to Reytan w obawie, że i ta sesja nie da legalnego oboru marszałka i sejm będzie nadal terenem bezprawnych działań Ponińskiego i wspierających go państw zaborczych, zastąpił, z rozpostartymi rękami, drogę do drzwi posłom wychodzącym z sali sejmowej, błagając ich aby zostali, sejm zaczęli i wyboru prawnie obranego marszałka dokonali. Że jednak był już osłabiony głodem i bezsennością oraz wyczerpany ciągłym napięciem nerwowym, Reytan nie miał dość siły, aby powstrzymać napór tłumnie cisnących się ku drzwiom posłów, osunął się zrazu na kolana, a następnie padł w progu drzwi tamując jeszcze bardziej możliwość wyjścia z sali. W ścisku powstałym jedni zdołali go omijać, a inni wychodząc deptali. A Tadeusz Reytan osłabły tak mówił do nich:
„Depczcie to ciało, które za was chce się nadstawiać i ofiarować”.
Gdy z sali sejmowej wyszli stronnicy Ponińskiego, przy Reytanie pozostało 15 posłów, którzy potem przy nim zmieniali się do nocy. Pod wieczór przybyło kilka osób chcąc ich do konfederacji nakłonić, ale oni ze wzgardą odrzucili przekupne oferty skierowane do nich przez przedstawicieli trzech dworów zaborczych. W nocy wzywani do Stackelberga poszli tylko Korsak i Bohuszewicz. Reytan zaś, został w sali sejmowej obawiając się, że w tym czasie Stackelberg nakaże zamknąć izbę poselską i więcej ich nie wpuści.

Kiedy to Stackelberg, ambasador carycy Katarzyny II, próbował wówczas posła Samuela Korsaka, groźbami albo też obietnicami, nakłonić do zdrady, ten zniecierpliwiony rzucił:
„Nie znam na świecie despoty dość bogatego, aby mnie zepsuć, ani dość mocnego aby mnie przerażać".
A tak oto na próbę groźbą i szantażem przeciągnięcia na stronę konfederacji, odpowiedział posłom dworów zaborczych Stanisław Bohuszewicz Minkowski:
„I oto wolę żebym tu życia mojego dokonał razem z wolnością i całością Rzeczpospolitej naszej, niżeli na takie bezprawia i gwałtowności patrzył”.

Po powrocie z owej rozmowy z ministrami państw zaborczych Korsak i Bohuszewicz razem z Reytanem jeszcze i kolejny dzień przebywali w izbie sejmowej po to, by do ostatniej chwili nie dopuścić do obioru Ponińskiego marszałkiem. Chcieli też doczekać decyzji senatu i króla czy sejm pozostanie wolnym czy też przyjmie formę bezprawnie narzuconej konfederacji. Kiedy król oświadczył w końcu, że do konfederacji przystępuje, posłowie Tadeusz Reytan, Samuel Korsak i Stanisław Bohuszewicz Minkowski opuścili salę sejmową. Tu nastąpił kres możliwości prawnych wypełniania ich instrukcji poselskich.
Od wtorku od godziny 9 rano do czwartku godziny 10 wieczór nic nie jedząc ani nie śpiąc, trzej posłowie prowadzili przez ponad sześćdziesiąt godzin bohaterską walkę sejmową, dzięki której sejm rozbiorowy nie był legalny, a tym samym nielegalne były wszystkie jego decyzje i uchwały.
Pozostajemy jako depozytariusze pamięci o ich walce i dokonaniach. Niech przykład ich dzielności w służbie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej będzie dla nas wszystkich pokrzepieniem i powodem do dumy, a także drogowskazem dla przyszłych pokoleń Jej Obywateli.

<<< powrót

RUINY DWORU OBRONNEGO W RADZIKACH DUŻYCH

PARK PODWORSKI W SKRWILNIE

PARK KRAJOBRAZOWY RZEKI WKRY W ŁAZACH

PAŁAC TYSZKIEWICZÓW W ZATROCZU

Pagal lenkų architekto Juzefo Huso projektą ant Galvės ežero kranto pastatyti prabangiais Liudviko XVI stiliaus interjerais dekoruoti istorizmo stiliaus rūmai su įspūdinga, atvirais paviljonais karūnuota terasa. Nuo jos atsivėrė pasakiški vaizdai į Galvės ežerą su salomis ir romantiškais pilies griuvėsiais vienoje iš jų, medinį Trakų miestą su Vytauto Didžiojo funduotos bažnyčios bokštais ir Kęstučio kalnu prasidedantį Bražuolės kalvyną. Unikalus Trakų kraštovaizdis ir išskirtinė vietovės aura įtakojo ne tik grafo pasirinkimą čia gyventi bei vėlesnį jo ir visos šeimos prisirišimą prie Užutrakio, bet ir ypatingą dėmesį supančiai aplinkai. Ją sutvarkyti grafas patikėjo žymiam prancūzų kraštovaizdžio architektui Eduardui Fransua Andre, kuris atvyko į Užutrakį 1898 m. ir suplanavo jo kūrybai būdingą mišraus stiliaus parką. Priešais rūmus suprojektuoti taisyklingų formų (prancūziški) parteriai su karpomų liepų alėjomis, ornamentiniais gėlynais, marmuro vazomis ir skulptūromis. Didįjį parterį papuošė XVIII a. prancūzų skulptoriaus A. Coysevox skulptūrų, vaizduojančių romėnų deives Dianą ir Florą bei nimfą Hamadriadę kopijos, o mažąjį - romėnų vyno dievo Bakcho skulptūra ir antikinio stiliaus biustai.

Rūmus su prancūziškais parteriais supa peizažinis (angliškas) parkas. E. F. Andre meistriškai išnaudojo kontrastingą pusiasalio peizažą, dirbtinių uolų kompozicijomis pabrėždamas jo kalvas, o didingą Galvės ir Skaisčio spindesį papildydamas pažemėjimuose ir pelkutėse iškastų tvenkinių veidrodžiais. Jų paviršiuose atsispindėjo šimtamečiai ąžuolai ir pušys bei specialiai parinkti ir įveisti svetimžemiai augalai. Iškasus daugiau nei 20 skirtingų dydžių ir formų tvenkinių, besijungiančių su ežerais ar tarpusavyje, gimė unikalus vandens atspindžių parkas, po kurį klaidžiojant išnykdavo riba tarp sausumos ir vandens, tarp išmonės ir tikrovės.

 

ZESPÓŁ DWORSKO-PARKOWY W LUBIENIU KUJAWSKIM

Zespół dworsko-parkowy w Lubieniu Kujawskim tworzą dwór szachulcowo-murowany z XVIII/XIX wieku, park dworski z połowy XIX w., rządcówka drewniana z około 1850 roku i fragmenty ogrodzenia murowanego z początku XIX w. Na terenie parku dominuje drzewostan liściasty. Zachowała się szczątkowa aleja grabowa oraz altana lipowa. Nie ma danych dotyczących pierwszych właścicieli. W 1789 roku właścicielami miasta byli Norbert i Tomasz Brzescy. Lubień był jedynie częścią ich wielkiego majątku. Po Tomaszu Brzeskim odziedziczyła go Maria Dobkowa, która w 1804 roku sprzedała miasteczko Lubień Kujawski i wsie: Stępka, Gagi, Gole, Stróże swemu siostrzeńcowi Walentemu Waliszewskiemu. Posiadłości te pozostały w tej rodzinie do 1911 roku. W wyniku licznych niespłaconych wierzytelności rodziny Waliszewskich, ich dobra wystawiono na licytację. Dwór w Lubieniu wraz z podległymi mu majętnościami zakupił Seweryn Jung, syn niemieckiego przemysłowca, które następnie sprzedał Zofii z Kalinowskich i Edwardowi Wernerom. Do 1939 roku majątek pozostał w rękach tej, także niemieckiej, rodziny. Od 1945 roku w dworze znajdował się Dom Dziecka, prowadzony pierwotnie przez siostry zgromadzenia S.S. Rodziny Maryi, później placówka została upaństwowiona. Od czerwca 2019 roku w części dworskiej po byłym Domu Dziecka swoją siedzibę ma Ośrodek Pomocy Społecznej  i „Dom Senior+”  w części internatowej natomiast utworzony został Żłobek Samorządowy „Dworkowe Skrzaty”. 

 

ZAMEK BRONISZÓW

Zamek BRONISZÓW
jest renesansowym dworem obronnym, pieczołowicie restaurowanym od 2010 roku. Zamek jest położony 5 km od granic Zielonej Góry. Właściciel, Cezary Lusiński, udostępnia zamek do publicznego zwiedzania i wraz z siostrą, Aliną Djakowską, oprowadza corocznie setki zwiedzających. W zamku odbywają się imprezy kulturalne, organizowane przez Lubuską Fundację im.Paderewskiego pod prezesurą Justyny Morskiej i inne prywatne instytucje kultury muzycznej, plastycznej i literackiej. Zamek jest siedzibą Lubuskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego. Informacje dostępne są na witrynie www.zamekbroniszow.pl oraz na profilu fb Zamek Broniszów.

 

Dwór Orpiszewskich w Kłóbce

 

 Ze względu na swoje położenie wśród pagórków, lasów i jezior Kłóbka nazywana jest „Perłą Kujaw”. W tym urokliwym krajobrazie ulokowany jest Kujawsko-Dobrzyński Park Etnograficzny z kilkunastoma obiektami architektury wiejskiej, z których najstarsze pochodzą z XVIII wieku.

Obok wsi skansenowskiej, nad spiętrzeniem rzeki Lubieńki wznosi się dwór rodu Orpiszewskich z poł. XIX w., w którym mieszkała Maria z Wodzińskich Orpiszewska – jedyna narzeczona Fryderyka Chopina i muza Juliusza Słowackiego. We wnętrzach dworu wiernie odtworzono klimat dawnej siedziby ziemiańskiej oraz zaprezentowano życie i twórczość malarską Marii z Wodzińskich. Rezydencja otoczona jest imponującym zabytkowym parkiem o powierzchni ponad 7 hektarów, w którym znajduje się wiele pomnikowych okazów drzew oraz system alejek i ścieżek a także założeń wodnych wykorzystujących naturalne walory. Park składa się z części reprezentacyjnej obejmującej podjazd do dworu i platformy tarasowej, na której organizowane są w lipcu każdego roku „Wieczory pod lipą”, podczas których prezentowane są tradycje ziemiańskie oraz wykonywane koncerty muzyki poważnej.   

 

 

Dwór w Gawłowie


Pałac w Gawłowie w obecnym kształcie powstał w latach 20-tych XX wieku po rozbudowie istniejącego tu od wielu wieków dworu. Dobra Gawłowo odnotowywane są w dokumentach historycznych od 1349 roku, miejscowość została zaliczona do kasztelanii wyszogrodzkiej. Pozostawała w zarządzie książąt mazowieckich, a następnie rodzin Mżurków, Gawłowskich, Lasockich, Skarżyńskich, Pruszaków i Łubieńskich.

W 1919 roku właścicielem dóbr Gawłowo został Maksymilian Hayden Wurzel, który przebudował zniszczony podczas I wojny światowej dwór na istniejący obecnie pałac. Ostatnim właścicielem był przedsiębiorca Konstanty Blumtrytt, który wybudował znajdującą się niemal naprzeciw fabrykę wyrobów pończoszniczych(obecnie zakład produkcyjny Zeptera). Architektura tego budynku nawiązuje do wyglądu pałacu.

Wśród ważnych postaci, które wywodzą się z Gawłowa, warto wymienić Ambrożego Skarżyńskiego, urodzonego w 1789 r. adiutanta Napoleona Bonapartego, za swoje zasługi obdarzonego tytułem Barona Cesarstwa, później uczestnika powstania styczniowego, Mariannę Pruszak (z domu Skarżyńską), przyjaciółkę młodego Fryderyka Chopina, oraz Władysława Łubieńskiego, inicjatora utworzenia sochaczewskiego szpitala, otwartego w 1903 r.

Pałac otacza park w stylu angielskim, w którym można znaleźć około 30 gatunków drzew i krzewów. Warta uwagi jest również zabytkowa brama wjazdowa, wybudowana około 1890 roku w stylu neoklasycystycznym, w formie czterech słupów z otynkowanej na biało cegły, z metalowymi elementami. Obok bramy ustawiono kapliczkę maryjną.

 

Od 2018 w zespole parkowo – pałacowym w Gawłowiema swoją siedzibę i zarządza tym miejscem Fundacja Ochrony Zabytków Mazowsza, która została ustanowiona przez Agnieszkę i Zbigniewa Gerasików, na co dzień zajmujących się realizowaniem projektów developerskich. Celem Fundacji jest przywrócenie zabytku do stanu świetności oraz nadanie całemu obiektowi nowych funkcji – ma stać się ośrodkiem kultury, miejscem rekreacji i spotkań mieszkańców Sochaczewa oraz okolicznych miejscowości.
Fundację tworzy energiczny zespół pasjonatów historii, artystów, żołnierzy, działaczy lokalnych oraz ludzi wrażliwych na potrzeby społeczne. Misją fundacji jest budowanie silnych więzi społeczności lokalnych wokół zabytkowych obiektów architektury i przywracanie tych obiektów do stanu świetności, a także utrwalanie historii lokalnej, pamięci o bohaterach i rozwój kultury. Poprzez szacunek dla dziedzictwa regionalnego, otwartość, współpracę ze wszystkimi, którzy chcą realizować swoje pasje, fundacja tworzy wzajemnie wspierające się wspólnoty, otwarte na pomoc innym.

 

ZATROCZE

 

Dwór Bystramów w Bystrampolu

(na podstawie: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej-Województwo trockie",Tom 3.)

"W ciągu ostatnich kilku wieków, do 1940 r. dzieje Bystrampola, położonego w odległości 15 km od Poniewieża przy trakcie wiodącym z kowna do Rygi, wiążą się ściśle z losami rodziny Bystramów, która miejscowości tej nadała nazwę. Zarówno według heraldyków, jak też tradycji rodzinnej opartej na domowym archiwum, Bystramowie h. Tarnawa, wywodzili sie z Prus, Jedna ich gałąź osiedliła się z czasem w Lubelskiem, gdzie znana była już w XV w., inna zaś w Kurlandii, skad przybyła na ziemie Wielkiego Ksi. Litewskiego. Protoplastą litewskiej gałęzi Bystramów był Jan Kazimierz Bystram, dworzanin króla Władysława IV, wnuk Krzysztofa, marszałka dworu księcia kurlandzkiego Wilhelma, lennika Rzeczypospolitej. Za liczne zasługi otrzymał on od monarchy w 1645 r. 26 włók w wójtostwie orwejtowskim i w Dowkojniach, a także wieś Żwirblany. Inni potomkowie Krzysztofa Bystrama nie opuscili Kurlandii i tam się zniemczyli.
Jan Kazimierz Bystram miał dwóch synów: Jana Ewalda i Ottonara Aleksandra. Niemieckie imiona nosili oni po matce, z domu von Heyking. Ottonar Aleksander powrócił do Kurlandii, podczas gdy Jan Ewald został w Żwirblanach, ożeniwszy się z Polską Anną Święcicką. Piastował on urząd czesnika inflanckiego. W latach 1695-1701 nabył od rodziny Gruździów dwa folwarki o nazwie Borkłojmie, położone w rozległej dolinie rzeki Jody. [...] W II połowie XVIII w. Borkłojmie przemianowane zostały przez właścicieli na Bystrampol. [...]
[...] W 1863 r. władze carskie uwięziły Karola Bystrama za udział w powstaniu jego syna Władysława, a wszystkie należące do niego majątki obłożyły sekwestrem. Dzięki przypadkowej interwencji jednego z wpływowych arystokratów rosyjskich, po kilku latach Bystramom udało się dobra odzyskać. [...] Reforma rolna przeprowadzona przez rząd litewski w 1925 r., [...] rozparcelowała folwark, pozostawiając w Bystrampolu tylko 84 ha ogólnego obszaru. Do 1940 r. okrojony Bystrampol był własnością małoletnich podówczas synów Tadeusza-Aleksandra i Eugeniusza Bystramów. W 1945 r. wszyscy Bystramowie po 300-letnim pobycie na ziemiach Wielkiego Ks. Litewskiego, wyjechali do Polski. [...]
Prawie do połowy XIX w. Bystrampol-w stosunku do swych rozległych obszarów zajmujących wówczas 4425 ha powierzchni, do czego dochodziły folwarki położóne w pow. Wiłkomierskim o powierzchni ok. 2000 ha oraz obszary lesne na Białej Rusi-miał siedzibę stosunkowo skromną. Około 1845 r. Karol Bystram zdecydował się więc założyć tam pańską rezydencję, odpowiadajacą wielkości fortuny. Nie było to zadanie łatwe, gdyż Bystrampol lezał na terenie równinnym, niskim, niczym nie urozmaiconym, z wysokim poziomem wód gruntowych. Stary istniejący dotąd dwór był drewniany, połaczony krytym korytarzem ze stojacą obok kuchnią. Do budowy nowego, wzniesionego w miejscu dawnego, użyto cegły, zaś do budowy budynków gospodarczych-kamienia. Dom mieszkalny ukończony został ok. 1850 r. lecz budowa całej rezydencji, wraz z urządzeniem parku, trwała do 1863 r.
Nowy dwór, utrzymany w stylu klasycystycznym, dziewięcioosiowy, dukondygnacyjny, miał plan prostokata i kryty był wysokim czterospadowym dachem gontowym. Do trójosiowej środkowej części od strony podjazdu przylegał arkadowy ganek wejściowy, na którym wspierały się cztery kolumny, dźwigający gładki trojkatny front. Elewacja ogrodowa dworu nie zawierała żadnego występu.[...] Zewnętrzna ściany pokrywał gładki tynk z boniowanymi narożnikami. Poziomy gzyms, biegnący wokół całego domu, oddzielał kondygnację górną budynku od dolnej. Jako szczegóły dekoracyjne występowały poziome naczółki, umieszczone nad oknami parteru, oraz trójkątne pierwszego piętra. [...] Dwór zbudowany został w miejscu poprzedniego z pełnym wykorzystaniem perspektywy wjazdowej i dawniej już istniejącej alei lipowej. W poowie XIX w., założony jednak został nowy park angielski o powierzchni 3 ha. Przy zachowaniu dawnych stawów, w parku wykonane zostały nowe, przezrucono przez nie dekoracyjne mostki, zasadzono młode drzewa. Po obu stronach wjazdowego gazonu stanęły budynki spichrza oraz stajni koni wyjazdowych. [...]"

 

Dwór Komarów w Poławeniu Górnym

(na podstawie: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej-Województwo wileńskie",Tom 4.)

"[...]Nie wiadomo jednak, od kiedy Poławeń uważany za najstarsze gniazdo rodzinne Komarów, znajdował się w ich posiadaniu. Według miejscowej tradycji, siedzieli tam oni w ciągu 400 lat. [...]
Mimo, że poławeń był główną siedzibą bardzo w ciągu XIX w. rozrodzonego rodu Komarów, az do drugiej połowy XIX w. nie posiadali tam oni większej rezydencji. Kolejni dziedzice mieszkali w parterowym, niezbyt obszernym, klasycystycznym dworze. Do chwili wybudowania pałacu w Rogówku przebywał tam również Konstanty Komar. Dopiero jego syn Michał, stawszy się panem Poławenia, przebudował stary dom na dośc pretensjonalny pałac. Przebudowa polegała na przedłużeniu prawego skrzydła, dobudowaniu od strony wjazdu obszernej i wysokiej oranżerii, służącej takze jako ogród zimowy, zwieńczonej wiema wieżyczkami, oraz na wzniesieniu od tyłu, na szerokości oranżerii dwoch dwupiętrowych wież. Część dworu zamknięta wierzami także podniesiona została o jedną kondygnację, nakrytą dwuspadowym dachem. Przylegał do niej ganek arkadowy, wspierający balkon. Ta część pałacu, dzięki zamkniętym ostrymi łukami otworom okiennym otrzymała cechy "neogotyku". Po rozbudowie pałac miał 26 pomieszczeń. Różnego kształtu, wielkości i przeznaczenia. Ganek wejściowy umieszczony został w lewym skrzydle, obok oranżerii.
Na parterze domu miesciły się dwa główne pokoje reprezentacyjne: duży, kwadratowy, przylegający do oranżerii salon i połaczona z nim szerokimi drzwiami, usytuowana od strony ogrodu i tylnego ganku arkadowego, również wielka sala jadalna. Obie te komnaty wyposażone były w posadzki parkietowe skomponowane w barwne desenie z różnych gatunków drewna oraz w gipsowe sztukaterie. Sciany sali jadalnej pokrywała ponadto orzechowa boazeria.[...]
Park o powierzchni ok. 2 ha posiadał charakter angielski i odznaczał się przede wszystkim bardzo starym i urozmaiconym drzewostanem. Niektóre okazy drzew miały ponad 100 lat. Do dworu wiodła kilometrowej długości aleja wysadzana brzozami i jarzębinami. W czasie drugiej wojny światowej część pałacu uległa zniszczeniu. Wieże zostały rozebrane d fundamentów. Przepadły też zbiory i pamiątki rodzinne."

 

Pałac obronny w Piotrowicach Nyskich

Kamienny dom jest wspomniany w 1305 roku, co oznacza, że prawdopodobnie został zbudowany przed 1300 rokiem. 1250 lub wcześniej jest rozsądnym przypuszczeniem.  Pierwsza wzmianka o zamku Peterwitz pochodzi z 1369 r. - była to prawdopodobnie fortyfikacja obronna należąca do rycerza, który miał obowiązek (tzw. allodium) walczyć w imieniu biskupów na wezwanie. Prawdopodobnie został zniszczony przez husyckich najeźdźców z Czech w 1428 roku - w tym czasie zniszczony został każdy inny zamek w okolicy. Mury są średniowieczne, ale większość budynków pochodzi z okresu po 1600 r., kiedy dom był własnością rodziny szlacheckiej von Hundt. Podczas naszych pierwszych wakacji odkryliśmy w sali balowej unikalny w skali kraju, wspaniały i ważny malowany sufit z 1620 roku. Sądzimy, że malowidło to zostało wykonane z okazji wizyty króla Fryderyka V, który przybył z Pragi do Nysy. W kaplicy znajdują się zabytki z nieco późniejszego okresu, z lat 60-tych XVI wieku, kiedy właścicielem domu był książę biskup wrocławski i do dziś pełni ona funkcję kaplicy - msze w środowe i sobotnie wieczory - jedyna taka prywatna kaplica na Śląsku. Znajduje się w nim imponujący barokowy ołtarz, właśnie odrestaurowany z nowym złoceniem. Panel na suficie sali balowej może przedstawiać królową Elżbietę Czeską (z domu Stuart), "Zimową Królową". Wiemy, że w 1620 roku jej mąż, Fryderyk V Czeski, odwiedził pobliską Nysę w towarzystwie Gabriela von Hundt, właściciela pałacu. Elżbieta była córką Jakuba I Angielskiego i VI Szkockiego, babką Jerzego I. W 1665 roku dom stał się prywatną rezydencją Sebastiana von Rostock, księcia-biskupa wrocławskiego.  W 1744 roku nabył go baron von Wimmersberg, być może w nagrodę za opowiedzenie się po słusznej stronie w wojnie śląskiej pomiędzy Fryderykiem Wielkim Pruskim a Marią-Teresą Austriaczką, i pozostał w rodzinie do czasu, gdy późniejszy baron przegrał go w karty ze swoim zarządcą majątku Juliuszem Lorenzem w 1858 roku. Rodzina Lorenzów była właścicielami domu do 1945 roku. Opuścili go wraz z nadejściem Armii Czerwonej. W czasach PRL-u dom był użytkowany przez pięć rodzin z miejscowego PGR-u, ale był bardzo zaniedbany. Znajdowało się tu również przedszkole i świetlica wiejska i biura. Dopiero od czasu, gdy w 2007 r. Partonowie zaczęli ratować go z ruiny, jego piękno ponownie ujrzało światło dzienne. Pałac w Piotrowicach Nyskich ma swoje początki w XIII wieku, kiedy to prawdopodobnie był wieżą obronną lub folwarkiem. W XVII wieku stał się własnością księcia-biskupa wrocławskiego, ale w ciągu 7 wieków miał wielu właścicieli. Ostatni niemieccy właściciele opuścili go w 1945 roku przed zbliżającą się Armią Czerwoną. W czasach komunistycznych był własnością PGR. Od 2007 roku Anna i Jim Partonowie powoli ratują budynek i park. 10 lat temu zorganizowali pierwszy koncert z udziałem Yuko Kawai, japońskiej pianistki z Warszawy. Od tego czasu gościli wielu międzynarodowych i polskich artystów, głównie klasycznych, zawsze akustycznych, i stali się znani w regionie nyskim. Sala balowa wyposażona jest w doskonały fortepian Yamaha o konserwatorskim standardzie, posiada ciepłą akustykę i kameralną atmosferę dla publiczności, pod unikalnym renesansowym, polichromowanym stropem z ok. 1620 roku. Położony jest w prywatnym parku ze wspaniałymi, dojrzałymi drzewami i trawiastym kortem tenisowym. Okolica jest wspaniała, z płaskim i stromym terenem do jazdy na rowerze i Górami Rychlebskimi do uprawiania turystyki pieszej. Granica z Czechami jest oddalona tylko o 3 km, a Partonowie często współpracują z czeskimi muzykami.

Ogród w Bieżuniu

Ogród, w którym zaplanowanego w dniu  4 lipca 2021 roku  koncert  chopinowski w Bieżuniu, należy obecnie do Państwa Reginy i Grześkiewiczów. Wiele lat funkcjonowała w tym miejscu  bieżuńska szkoła. Początkowo, w latach 1806-1974 w murowanym budynku  przy ul. Zamkowej 6,  działała szkoła elementarna, jedno– i dwuklasowa, a następnie w latach 1918-1939 jedna z klas szkoły powszechnej, siedmioklasowej. Budynek wzniesiony za rządów pruskich był parterowy, sześcioosiowy,                                  z niesymetrycznie umieszczonym wejściem, podzielony był sienią na dwie, nierówne części. Po jednej stronie było mieszkanie nauczyciela, a po drugiej klasa lekcyjna i kaplica ewangelicka. Pierwszym dyrektorem był Niemiec Jan Jakub Koenig. Szkoła funkcjonowała przez wiele lat w niezmienionej formie.  W roku 1924 nadano jej imię Andrzeja Zamoyskiego oraz ufundowano sztandar. Dopiero w latach 30. XX w., ze względu na wzrost liczby mieszkańców Bieżunia zaistniała potrzeba jej rozbudowy. Z funduszy  gminnych oraz Towarzystwa Popierania Budowy Szkół Powszechnych zakupiono działkę lasu, z której wycięto drzewa i  zrobiono bale.  Prace budowlane trwały od jesieni 1935 r. do lata 1937 r. Postawiono jednopiętrowy budynek drewniany na podmurówce z siedmioma klasami, bez kanalizacji i wody bieżącej, opalany piecami na torf. Służył on miejscowej  społeczności do 1988 r.
Obecny Gospodarz  tego miejsca pełni od ponad 20. lat funkcję prezesa Towarzystwa Przyjaciół Bieżunia, kultywującego pamięć o ponad 600. letniej historii miasteczka oraz jego zacnych właścicielach, m. in.  kanclerzu wielkim koronnym  Andrzeju Zamoyskim, właścicielu Bieżunia w latach
1733-1792, który w murach swojej bieżuńskiej rezydencji, znajdującej się nieopodal szkoły,  przygotowywał w latach 1776-1778  słynny Zbiór Praw Sądowych na mocy Konstytucyi roku 1776…, zwany popularnie Kodeksem Zamoyskiego.